<3 9 :( 0
Oczy wszystkich powinny zwrócić się w stronę Brazylii. To kolejny kraj na krawędzi kryzysu
Oczy wszystkich powinny zwrócić się w stronę Brazylii. To kolejny kraj na krawędzi kryzysu

Brazylia jest na krawędzi załamania gospodarczego i politycznego. Waluta jednej z największych gospodarek w Ameryce Łacińskiej słabnie, rentowności obligacji rosną, a korupcja i starcia polityczne toczą państwo, dzieląc społeczeństwo. Na ulicach panuje także coraz większy strach. Ostatnio dowiedzieliśmy się, że w roku ubiegłym doszło w tym kraju do 63 880 zabójstw, co daje średnią 175 dziennie. To nowy smutny rekord.

Największa potęga Ameryki Łacińskiej, Brazylia, weszła w okres kampanii przed wyznaczonymi na 7 października wyborami prezydenckimi bardziej podzielona wewnętrznie niż kiedykolwiek od czasów dyktatury wojskowej (1962-1985), pogrążona w głębokim kryzysie moralnym, a zaraz także i być może gospodarczym.

Kryzys gospodarczy w Brazylii. Real się osłabia
Real, tamtejsza waluta, osłabił się od początku roku względem dolara o 23 proc. To nie tyle, co argentyńskie peso (62 proc.), czy turecka lira (57 proc.), ale znacznie więcej niż południowoafrykański rand (15 proc.) lub chociażby rosyjski rubel (17,8 proc.). Sytuacja jest więc coraz poważniejsza.
Także w zestawieniu z polską walutą real nie wygląda najlepiej. W ciągu ostatniego roku osłabił do złotego o ok. 20 proc. Warto przy tym dodać, że dla zachodnich inwestorów oba aktywa znajdują się w tym samym worku z etykietą "waluty emerging markets".
Kryzys w Brazylii. Co się dzieje?
Inflacja w Brazylii nie wydaje się zbyt wysoka - wynosi ok. 4 proc., ale problemem jest wciąż panująca w kraju skrajna bieda i względnie wysokie bezrobocie - 12 proc.

Nie pomaga także stagnacja gospodarcza - spodziewany wzrost gospodarczy w tym roku ma nie przekraczać 1,5 proc. Problemem jest też zadłużenie, które w 2017 r. wyniosło 75 proc. PKB, choć jeszcze 5 lat temu było niższe niż w Polsce - ok. 51 proc (vs 55,7 proc. u nas w kraju). Rentowności 10-letnich obligacji brazylijskich w ciągu roku wzrosły o 20 proc. do ponad 12 proc.

Na początku tego roku jednak wszystko szło jak z płatka. Giełda w Brazylii rozpoczęła 2018 r. od silnego trendu wzrostowego, dyskontując dobre prognozy dla realnej gospodarki. Indeks Bovespa, który grupuje brazylijskie blue chipy - wzrósł do historycznego maksimum, pomimo tego, że bardzo popularny w tamtym kraju prezydent Luiz Inacio Lula da Silva był w więzieniu z powodu korupcji. MFW prognozowało wzrost gospodarczy na poziomie 2,3 proc. w skali roku.

- Jednak wszystko, co wydawało się solidne, rozpłynęło się w powietrzu. Po pierwsze, rządowi nie udało się uchwalić drakońskiej reformy systemu emerytalnego mającej na celu ograniczenie wydatków. W maju, po kryzysie gospodarczym w Argentynie, zagraniczni inwestorzy masowo uciekali z brazylijskiej giełdy, niwelując wszystkie zyski z tego roku i osłabiając reala - pisze Felipe Antunes de Oliveira, wykładowca Uniwersytetu w Sussex.

Swoje zrobił także traumatyczny strajk kierowców ciężarówek, który spowodował, że cały kraj w czerwcu zatrzymał się na jeden tydzień, paraliżując linie produkcyjne. Prognozy rynkowe sprowadzają się w tej chwili do rewizji w dół całej brazylijskiej machiny.

Brazylia - w tle polityka
7 października w Brazylii odbywają się wybory prezydenckie. Kraj jest podzielony, jak nigdy. Jest mało prawdopodobne, aby w wyborach mógł wystartować najpopularniejszy nadal brazylijski polityk, dwukrotny prezydent (2003-2011), 72-letni Luiz Inacio Lula da Silva. Na podstawie wyroku sądu drugiej instancji, który teoretycznie może podlegać jeszcze rewizji, odbywa karę 12 lat więzienia.

Mimo to Lula da Silva ma w sondażach przedwyborczych najwyższe poparcie: byłoby skłonnych głosować na niego od 30 do 36 proc. wyborców.

Tymczasem drugiemu po nim pod względem popularności kandydatowi (a pierwszemu, jeśli nie powiodą się - jak przewidują eksperci - starania adwokatów Luli), skrajnie prawicowemu politykowi Jairowi Bolsonaro sondaże dają do 18 proc. zwolenników.

Bolsonaro, 63-letni emerytowany kapitan, nauczyciel wychowania fizycznego, jest jedynym kandydatem na prezydenta Brazylii, który publicznie wyraża nostalgię za czasami dyktatury generałów w tym kraju i zapowiada, że w razie zwycięstwa wyborczego zaprosi do swego rządu dużą grupę wojskowych (wymienia się kilkanaście nazwisk).

Następna w sondażach jest z 14-15-procentowym poparciem 60-letnia działaczka ruchu ekologicznego, była minister ochrony środowiska w rządzie lewicowej Partii Pracujących Marina Silva reprezentująca partię REDE, która swą karierę polityczną rozpoczynała w rządzie prezydenta Luli.

Kolejni to działacz związkowy Ciro Gomes (8 proc. poparcia) i socjaldemokrata Geraldo Alckmin (6 proc.). Ten ostatni, były gubernator najbogatszego brazylijskiego stanu Sao Paulo, objął w grudniu przewodnictwo Brazylijskiej Partii Socjaldemokratycznej (PSDB). Jej członkowie podzielili się na przeciwników i zwolenników obecnego prezydenta Michela Temera z Partii Demokratycznego Ruchu Brazylijskiego (PMDB), który z trudnością dotrwał na stanowisku do wyborów wobec oskarżeń o korupcję wysuwanych wobec niego i jego najbliższych współpracowników.

Prawicowy Bolsonaro - zagrożenie dla stabilności
Bolsonaro, który ogłosił swą kandydaturę na prezydenta podczas wiecu z udziałem 3 tys. jego zwolenników, jeszcze bardziej zaostrzył skrajną retorykę, z której jest znany. Zdeklarował się ostatnio w parlamencie - gdzie jest od 30 lat, choć bez żadnych dokonań, jak twierdzą jego przeciwnicy - jako zwolennik dyktatury.

Broniąc rządów wojskowych, które trwały od lat sześćdziesiątych ub. stulecia do 1985 roku, oświadczył: "nigdy nie rozwiążemy problemów naszego kraju pod rządami tej nieodpowiedzialnej demokracji".

Rok wcześniej Bolsonaro zapowiedział w kraju, w którym większość ludności ma afrykańskie korzenie, że zlikwiduje osiedla zakładane przez "bezużyteczną" ludność pochodzenia afrykańskiego (zakładali je głównie niewolnicy zbiegli z plantacji), "ponieważ przeszkadzają w rozwoju gospodarczym kraju".

Bolsonaro określa siebie samego jako "polityka odmiennego od innych, czystego wśród tłumu skorumpowanych".

W wyborach bez udziału byłego prezydenta Luli Bolsonaro staje się prawdopodobnym zwycięzcą, chociaż dotychczasowe jego próby znalezienia sojuszników spełzły na niczym. Kilka kolejnych ugrupowań politycznych, zaniepokojonych radykalizmem jego haseł wyborczych, odmówiło mu - przynajmniej na razie - współpracy. 5 sierpnia Bolsonaro oficjalnie ogłosił, że jego kandydatem na wiceprezydenta będzie generał w stanie spoczynku Antonio Hamilton Mourao.

Obecny prezydent Brazylii nie daje sobie rady
Największa potęga gospodarcza Ameryki Łacińskiej przeżywa głęboki kryzys gospodarczy i moralny, któremu towarzyszy rodząca się nostalgia za "silną władzą", która zrobiłaby porządek ze skorumpowanymi politykami. Gdy niedawno strajk kierowców tirów sparaliżował ruch na brazylijskich autostradach, strajkujący odwoływali się do wojska. "Niech wreszcie przyjdą i zrobią z tym porządek!" - nawoływali przywódcy strajku.

Pozycja prezydenta Michela Temera, następcy Dilmy Rousseff (następczyni prezydenta Luli z jego partii, poddanej podczas drugiej kadencji procedurze impeachmentu pod zarzutem samowoli w dysponowaniu budżetowymi środkami inwestycyjnymi) jest bardzo słaba. Zwłaszcza po tym, gdy musiał stawić czoło kilku dochodzeniom w sprawie korupcji. Toteż wobec narastającej w mediach krytyki sytuacji na słynnych z przemocy fawelach, ubogich przedmieściach Rio de Janeiro, próbował uspokoić opinię publiczną, oddając je "pod jurysdykcję i kontrolę" armii, która przeprowadza tam skuteczne pacyfikacje.

Zwolennikom Bolsonaro sprzyjają bardzo konserwatywne nastroje, które szybko odradzają się w Brazylii, notabene jedynym kraju kontynentu, który nie rozliczył się z własną dyktaturą wojskową.

"Podatnym gruntem dla tych nastrojów stała się właśnie brazylijska korupcja" ze słynnymi na cały świat aferami, takimi jak skandal korupcyjny wokół brazylijskiego giganta naftowego, państwowego koncernu naftowego Petrobras, czy giganta budowlanego Odebrecht, który przekupywał polityków wysokiego szczebla w wielu krajach kontynentu - powiedział w wywiadzie dla BBC profesor Rafael Alcadipani, świetnie zorientowany w brazylijskiej polityce.

- Obserwujemy absolutny brak zaufania do władzy i dlatego ruchy, które roztaczają wizję, iż wszystko wokół jest jednym wielkim piekłem, cieszą się poparciem - dodaje ekspert.

Te nastroje przed brazylijskimi wyborami są skierowane w znacznej mierze także przeciwko lewicy.

Były prezydent Lula, lider Partii Pracujących, wykorzystując dobrą koniunkturę gospodarczą pierwszej dekady obecnego stulecia w Brazylii zdołał wprowadzić w życie programy rozbudzania aktywności i przedsiębiorczości wśród najuboższych Brazylijczyków. W 200-milionowym kraju 30 milionów mieszkańców wyszło ze strefy głębokiego ubóstwa i zaczęło uczestniczyć w gospodarce rynkowej.

Najkrócej o tym, czego dokonał Lula, można powiedzieć za profesorem Ladislau Dowborem, doradcą ekonomicznym prezydenta Luli: "ci ludzie po raz pierwszy stali się klientami supermarketów".

Luiz Inacio Lula da Silva, były działacz związkowy, który pochodzi z bardzo biednej rodziny, z najuboższej części Brazylii, Nordeste, i którego biografowie wspominają, że pierwszy raz jadł prawdziwy chleb w wieku siedmiu lat, został skazany w sądzie drugiej instancji na dwanaście lat więzienia głównie za przyjęcie łapówki od firmy budowlanej w postaci "apartamentu z widokiem na morze". Bez wdawania się w zawiłe szczegóły procesu byłego prezydenta ogromna większość brazylijskich ekspertów uważa, iż jest mało prawdopodobne, aby "wrócił do gry".

Jego obrońcy zabiegają - na razie bez skutku - o to, by mógł przynajmniej wziąć udział w przedwyborczych debatach telewizyjnych, i pokładają nadzieję w rozprawie rewizyjnej przed Sądem Najwyższym.

Nowy smutny rekord: w 2017 roku 175 zabójstw dziennie
Ale to nie wszystko. Brazylia odnotowała również nowy smutny rekord: w roku ubiegłym doszło w tym kraju do 63 880 zabójstw, co daje średnią 175 dziennie - ogłosiła ostatnio organizacja pozarządowa Brazylijskie Forum Bezpieczeństwa Publicznego (FBSP).

Liczba zabójstw wzrosła w porównaniu z 2016 rokiem o 3 proc., kiedy to gwałtowną śmiercią zginęło 61 597 osób. Na 100 tys. mieszkańców Brazylii przypadło 30,8 zabójstwa.

W tym tygodniu także władze brazylijskiego stanu Roraima zwróciły się poniedziałek do sądu najwyższego Brazylii o zablokowanie napływu imigrantów z Wenezueli. Reuters odnotowuje, że w ostatnich latach do stanu Roraima przybyły dziesiątki tysięcy Wenezuelczyków, uciekających przed chaosem gospodarczym i politycznym w swoim kraju. Według przedstawicieli brazylijskich władz ta fala imigrantów przeciążyła system opieki społecznej i spowodowała wzrost przestępczości. W stanie Roraima dochodzi do incydentów na tle ksenofobicznym.

Powiązane
Komentarze
avatar
Iceman84PL 2018-08-23 13:09:33

Od lat się obserwuje chaos panujący w Brazyli , już podczas organizacji mundialu 2014 roku i igrzysk olimpijskich 2016 roku było to widoczne . Te Państwo funkcjonuje na styku , lekki napływ imigrantów i system w posadach się sypie czyżby Światowi hegemonii władzy maczali palce by zdestabilizować duże Państwo w Ameryce Południowej , ponieważ już wcześniej zrobili tak z Argentyną w 1999 roku to wszystko wielce prawdopodobne ?
Na przeciwko siebie oligarchowie kontra skrajne ubóstwo i jak w tym Kraju ma być dobrze brakuje klasy średniej by napędziła gospodarkę i umocniła walutę .

avatar
Nogasss 2018-08-23 17:57:43

USRAEL atakuje po kolei wszystkie państwa należące do BRICS- Brazylia, RPA, Turcja, kto następny? Banksterzy z USRAELA za ostateczny cel postawili sobie Chiny. Z Rosją walczą w sumie cały czas. Zostają Indie. Ktoś coś słyszał o Indiach? Może już cos przeciwko nim działają?

avatar
szatankrieger 2018-08-23 18:33:07
avatar
Chojrakowski 2018-08-23 22:27:35

Doktryna Monroe (od 1823 roku) stanowi, że Waszyngton nie może tolerować obecności żadnej innej potęgi w Ameryce Łacińskiej (bo to zagrożenie dla bezpieczeństwa USA? ) i tym bardziej nie dopuści, aby jakiś kraj stał się mocarstwem. Brazylia ma wszelkie dane, aby stać się mocarstwem, więc chłopaki z CIA (DIA, NSA, itp.) nieźle tam mieszają?


Dodaj komentarz

Musisz się zalogować, aby dodać komentarz